Finał europejskich rozgrywek…

Finał europejskich rozgrywek klubowych to zawsze wyjątkowe wydarzenie dla piłkarzy, menedżerów oraz kibiców. Epilog dziesiątej edycji Ligi Europy, a więc starcie Chelsea i Arsenalu, nie jest odstępstwem od tej reguły, o czym doskonale wie Petr Cech, dla którego będzie to ostatnie spotkanie w zawodowej karierze sportowej. Zanim jednak jego rękawice wylądują na kołku, legendarny golkiper chciałby zdobyć kolejne trofeum w swojej pięknej przygodzie z piłką, podczas której zapisał się złotymi zgłoskami nie tylko w historii obu londyńskich klubów, ale też w dziejach światowego futbolu.

– Najlepszy bramkarz w grze nogami? Pepe Reina. W powietrzu wskazałbym na Neuera. Ze względu na operowanie dłońmi: Casillas. Natomiast przekrojowo najlepszy jest dla mnie Cech – chwalił kolegę po fachu Gianluigi Buffon.

– Jeden z najlepszych bramkarzy, jakich kiedykolwiek widziałem – pisał o Czechu Iker Casillas.

– Dziękuję za twoją pomoc podczas mojego pierwszego roku w Chelsea, Petr. Gratuluję niesamowitej kariery! Byłeś wyjątkowym kolegą, przyjacielem i wzorem dla mnie, a także wszystkich bramkarzy. Powodzenia w przyszłości! – dodał Thibaut Courtois.

To tylko kilka z całej masy komentarzy, które zalały media społecznościowe po ogłoszeniu przez Cecha decyzji o zakończeniu boiskowej działalności. Szacunek i uznanie dla jego dokonań wyrazili nie tylko zawodnicy i fani, ale też menedżerowie – swoje trzy grosze dorzucili między innymi Jose Mourinho oraz Arsene Wenger. Wszystkie ciepłe słowa tylko potwierdzają, jak cenionym i znamienitym futbolistą był czeski bramkarz, a także jak wiele uczynił dla podniesienia poziomu uprawianej dyscypliny.

W czasach swojej świetności, Petr stanowił przeszkodę niemożliwą do pokonania dla wielu przeciwników. Zawsze znakomicie ustawiony, przewidujący nadchodzące wydarzenia, czytający w myślach rywali. Strącający uderzenia nie do strącenia, łapiący piłki nie do złapania, sięgający nieosiągalnego, wyskakujący i latający wyżej niż reszta. Był koszmarem i postrachem dziesiątek napastników oraz wybawicielem i ostoją dla kolegów z drużyny, którym często udzielał rad oraz pomocnych wskazówek.

Jak przystało na klasowego bramkarza – szczególnie tego starszej daty – Czech posiadał niezwykle silną osobowość, determinującą jego zdolności przywódcze. Te pozwoliły mu na stanie się jednym z liderów szatni The Blues, a także jednostką, z którą liczył się każdy piłkarz Arsenalu. Nigdy nie wahał się wyrażać swojego zdania, nie stronił od pokrzykiwań na partnerów z bloku defensywnego. Wiele wymagał od innych, ale nie mniej od samego siebie, co objawiało się w nieustannym dążeniu do perfekcji, do bycia najlepszym, jak również w pragnieniu ustanawiania nowych rekordów i sięgania po kolejne trofea.

Dzięki licznym sukcesom właśnie, Cech zapisał się w historii, a także w pamięci miłośników futbolu. W barwach Chelsea czterokrotnie sięgał po Mistrzostwo Anglii i Puchar Anglii, trzykrotnie po Puchar Ligi, dwukrotnie po Tarczę Wspólnoty, a po razie po Ligę Mistrzów oraz Ligę Europy. Zdaje się, iż nie mógł sobie wymarzyć lepszego momentu przeprowadzki na Stamford Bridge, aniżeli początek rządów Romana Abramowicza. Barw Arsenalu Petr bronił krócej, więc i laurów skompletował nieco mniej, lecz puchar oraz dwa “superpuchary” kraju to wciąż dorobek godny odnotowania. Tak samo zresztą, jak Młodzieżowe Mistrzostwo Europy, wywalczone z reprezentacją jego ojczyzny.

Każdy z tytułów kosztował Czecha sporo pracy, a o skali jej trudności najlepiej świadczą wyróżnienia oraz osiągnięcia indywidualne, których w jego karierze również nie zabrakło. Był bramkarzem sezonu na ziemi francuskiej i angielskiej (dwukrotnie), a także najlepszym na przestrzeni dwunastu miesięcy w Europie (trzykrotnie, według UEFA) oraz na świecie (według IFFHS). Ponadto aż dziewięciokrotnie mianowano go piłkarzem roku naszych południowo-zachodnich sąsiadów oraz jednorazowo Zawodnikiem Sezonu Chelsea. Wszystkie nagrody były owocami równej, stabilnej formy, która pomagała dodatkowo w śrubowaniu osobistych, bądź też obowiązujących w danych rozgrywkach rekordów.

Na poziomie Premier League nikt nie zachował więcej czystych kont od Cecha, który czynił to aż 202 razy, z czego 24-krotnie w jednym sezonie. Konsekwentna gra “na zero z tyłu”, umożliwiła mu czterokrotne sięgniecie po Złotą Rękawicę angielskiej ekstraklasy i podzielenie się tytułem rekordzisty pod tym względem z Joe Hartem. Warto jednak zaznaczyć, iż Petr jako jedyny zdobywał statuetkę reprezentując dwa różne kluby. Co ciekawe, od momentu jego debiutu w brytyjskiej elicie, żaden bramkarz nie zanotował większej liczby interwencji (1136), a jeśli chodzi o Reprezentację Czech, nikt nie rozegrał w jej barwach więcej spotkań od golkipera Arsenalu.

Zapewne większość z tych unikatowych osiągnięć nie zostanie poprawiona, ani nawet powtórzona przez długie lata, co potęguje znaczenie piętna, jakie Petr odcisnął na futbolu. Ten nie dał mu jednak nic za darmo. W czasie swojej kariery, czterokrotny mistrz Anglii musiał wykazać się nie tylko umiejętnościami sportowymi, determinacją oraz profesjonalizmem, ale też niezłomnością w najczystszej postaci. Jej nieodłącznym symbolem jest kask, przywdziewany przez Cecha nieprzerwanie od 2007 roku.

Nietypowe dla piłkarza okrycie głowy jest efektem koszmarnej kontuzji, której czeski as nabawił się w wyniku starcia z zawodnikiem Reading – Stephenem Huntem. Kolano Irlandczyka w niefortunnych okolicznościach spotkało się z głową bramkarza, który natychmiast trafił do szpitala, gdyż uraz zagrażał jego życiu. Szczęśliwie skończyło się “tylko” na zdeformowaniu czaszki, a kilka dni po całym zajściu Czech wrócił do treningów, by po kilku miesiącach wystąpić w spotkaniu ligowym.

Golkiper nawet przez moment nie rozważał rozbratu z piłką, w czym niewątpliwie pomógł fakt, iż nie pamiętał wypadku z Madejski Stadium. Niemniej, powrót na boisko po tak groźnej kontuzji wymagał nie lada odwagi. Niejeden odpuściłby sobie dalsze starania, wybierając bezpieczniejsze zajęcie, ale Cech ani myślał dać za wygraną. Co więcej, nie zamierzał grać na alibi czy odpuszczać w stykowych sytuacjach. Starcie z Huntem naznaczyło jego los, lecz nie przekreśliło marzeń.

Przed nim jeszcze jeden cel do osiągnięcia, jeszcze jeden szczyt do zdobycia. W starciu ze swoim byłym – a biorąc pod uwagę doniesienia o zainteresowaniu posadą dyrektora sportowego The Blues być może także przyszłym – pracodawcą Czech musi stłumić sentyment oraz zignorować wszelkie koneksje, wszak wygranie Ligi Europy byłoby wyjątkowym zwieńczeniem pięknej, bogatej w sukcesy kariery. Niezależnie jednak od wyniku spotkania finałowego w Baku, Petr zawiesi rękawice na kołku jako legenda futbolu, ikona swojego pokolenia i wzór dla tysięcy adeptów szkoły bramkarskiej na całym świecie.

Serdecznie zapraszam na mój fanpage, na którym publikuję moje opinie, spostrzeżenia oraz przemyślenia związane z piłkarskim światem.

Jeśli spodobała Ci się wrzutka, zaobserwuj #zycienaokraglo
Dzięki!

#sport #mecz #pilkanozna #ligaeuropy #arsenal #chelsea #zycienaokraglo

Grafika: Bleacher Report Football