Niedoceniany w Londynie,…

Niedoceniany w Londynie, oczekiwany w Turynie

“Przybyłem, zobaczyłem, zwyciężyłem” – tymi słowami Juliusz Cezar obwieścił rzymskiemu senatowi wiktorię w bitwie pod Zelą. Teraz z ikonicznej frazy skorzystać może Maurizio Sarri, który ma za sobą udany sezon debiutancki na angielskiej ziemi, w którym doprowadził Chelsea do triumfu w Lidze Europy, trzeciego miejsca w Premier League oraz finału Pucharu Ligi. Wiele wskazuje jednak na to, że niebawem nastąpi kres jego kadencji na Stamford Bridge, bowiem zainteresowanie usługami krewkiego palacza wyraża Juventus, a Roman Abramowicz nie zamierza uparcie krzyżować planów giganta z Turynu. Czy nie jest to zbyt pochopna decyzja?

Przed zeszłotygodniowym starciem z Arsenalem, były opiekun Napoli odcinał się od spekulacji łączących jego osobę z hegemonem z Półwyspu Apenińskiego, mówiąc, iż darzy miłością swoich piłkarzy, a także cały angielski futbol. Choć obrazki z ostatniej sesji treningowej w Baku, podczas której rozwścieczony i zrezygnowany Sarri opuścił murawę kopiąc swoją czapkę, nieco gryzły się z tymi słowami, emocjonalna wypowiedź nie została podważona. Dwa dni później świat obiegły jednak doniesienia o rozmowie szkoleniowca z dyrektorem The Blues, Mariną Granovskaią, w trakcie której Włoch miał zakomunikować chęć opuszczenia klubu. Czar prysł.

Czy można dziwić się, że Maurizio pragnie uwolnić się od toksycznej atmosfery, jaka panuje w Londynie? Że ma dość obrażających go kibiców oraz nieufającego mu zarządu? Że powrót do ojczyzny, wiążący się z pracą w nieporównywalnie stabilniejszych warunkach, ze znacznie bardziej zbalansowaną, posiadającą więcej jakości kadrą, jawi mu się jako korzystne rozwiązanie? Wydarzenia minionych jedenastu miesięcy życia urodzonego w Kampanii menedżera wykluczają zdumiewanie się jego decyzji.

Sarri przybył do Londynu 14 lipca 2018 roku. Choć los jego poprzednika – Antonio Conte – od dawna był przesądzony, to właśnie młodszy z Włochów rozpoczął z drużyną przygotowania do nowego sezonu. Starszy miał zaledwie 28 dni na zaadoptowanie się w zupełnie obcym miejscu pracy, przyjrzenie się odziedziczonej grupie zawodników, dokonanie ewentualnych roszad kadrowych – ku jego niezadowoleniu w tej kwestii na niewiele mógł sobie pozwolić – oraz przedstawienie zespołowi swojej wizji gry. Czas nie działał na jego korzyść.

Juliusz Cezar po dotarciu do Zeli ujrzał tysiące wojowników rodem z Pontu, Maurizio po zjawieniu się na pierwszych zajęciach z nowymi podopiecznymi zobaczył drużynę zmęczoną współpracą z poprzednim szkoleniowcem, częściowo wyczerpaną mundialem, a do tego funkcjonującą w zupełnie innym systemie taktycznym niż preferowany przez ex bankiera. Niewiele czynników mogło pogorszyć tę sytuację. Mimo to, były opiekun ekipy ze Stadio San Paolo zakasał rękawy, zrobił zapas papierosów i wziął się do roboty. Choć nie było mu dane przeprowadzić wymarzonych roszad kadrowych – Chelsea wzmocniła się Kepą, Jorginho i Kovacicem, podczas gdy Sarri pragnął zwiększenia opcji skrajnie ofensywnych – a drużyna nie była w stanie przyswoić jego filozofii na przestrzeni niespełna miesiąca wspólnej pracy, początek sezonu w wykonaniu The Blues był zjawiskowy.

Londyńczycy nie przegrali żadnego z pierwszych dwunastu meczów ligowych, odprawiając z kwitkiem między innymi Arsenal i zaskakująco skuteczne Bournemouth, a także remisując z Liverpoolem oraz Manchesterem United. Zespół dzielnie dotrzymywał kroku duetowi, który później zdominował całą rywalizację, a włoski menedżer pobił rekord Franka Clarka, nie doznając porażki w dwunastu kolejkach otwierających rozgrywki. Co odważniejsi dostrzegali w ekipie ze Stamford Bridge kandydata do tytułu mistrzowskiego, a zasłużone zachwyty nie milkły po meczach na innych frontach: Chelsea wygrała cztery spotkania w Lidze Europy i awansowała do ćwierćfinału Pucharu Ligi. Błyszczał Eden Hazard, przyzwoicie spisywała się defensywa.

Pierwsze niepowodzenie nadeszło dopiero w końcówce listopada, kiedy lepszy od The Blues okazał się Tottenham. O podcięciu skrzydeł nie było jednak mowy, przed zamknięciem roku Londyńczycy odnieśli siedem zwycięstw, nie dając szans nawet Manchesterowi City. Wszystko układało się dobrze aż do przełomu stycznia i lutego. Wtedy Kante i spółka stracili dziesięć bramek na dystansie trzech meczów. Rozpoczęły się problemy Sarriego.

Cztery ciosy od Bournemouth były nokdaunem, sześć od piłkarzy Guardioli niemal jak nokaut. Urażeni występami swoich ulubieńców sympatycy Chelsea, dając upust odczuwanej złości, oskarżyli włoskiego szkoleniowca o przesadne przywiązanie do nazwisk przy wyborze wyjściowego składu – najwięcej zastrzeżeń budziło stawianie na Jorginho i Marcosa Alonso – oraz kompletny brak elastyczności taktycznej, objawiający się w postaci forsowania autorskiego pomysłu, pomimo braku odpowiednich wykonawców. Nie były to zastrzeżenia wyssane z palca w przypływie niezadowolenia, a całkiem trafna ocena sytuacji. Atmosfery nie poprawiło odpadnięcie z Pucharu Anglii po batalii z Manchesterem United, ani tym bardziej porażka w finale Pucharu Ligi. Posada Maurizio zawisła na włosku.

Ostatni gwizdek sędziego na Wembley wywołał lawinę spekulacji na temat przyszłości Sarriego. Brytyjskie media prześcigały się w doniesieniach o rychłym końcu jego londyńskiej przygody, konflikcie z zawodnikami, a także trudnych relacjach z Romanem Abramowiczem. Warunki do pracy dalekie były od sprzyjających – Włoch nie miał wsparcia ani w kibicach, ani w zarządzie, ani nawet w podopiecznych, czego najlepszym dowodem słynna niesubordynacja Kepy. Mimo to, niepowodzenie w rywalizacji o krajowe trofeum okazało się punktem zwrotnym dla losów minionego sezonu.

Od nieszczęsnego finału, The Blues wygrali trzynaście spotkań, pięć zremisowali i zaledwie dwa razy zmuszeni byli do uznania wyższości rywala. Nie starali się już wymieniać tysięcy podań (średnia liczba passów na mecz spadła o ponad sto), ograniczyli ryzyko przy podejmowaniu kluczowych decyzji, postawili na bezpośredniość, skuteczność i nutkę pragmatyzmu. Sześćdziesięcioletni szkoleniowiec udowodnił tym samym, iż potrafi zrezygnować ze swoich ideałów, a i danie prawdziwej szansy dotąd “oszczędzanym” graczom (Emerson, Hudson-Odoi, Loftus-Cheek) wcale go nie przerasta. Dzięki tym ruchom, jak również za sprawą niesamowitej dyspozycji Hazarda, który bardzo chwali sobie współpracę z Włochem, Chelsea wygrała Ligę Europy i zajęła trzecie miejsce w końcowej tabeli Premier League. Porażkę udało się przekuć w sukces, Sarri zwyciężył.

Teraz prawdopodobnie przyjdzie mu odejść. O ile dla niego dołączenie do Juventusu wiąże się z samymi superlatywami i może mu wyjść na dobre, o tyle dla klubu ze Stamford Bridge oznacza cofnięcie się do punktu wyjścia i przystosowywanie do metod pracy szkoleniowca od początku. To zaś zawsze wiąże się ryzykiem, więc postawa Abramowicza wobec dalszych losów Włocha dziwi podwójnie. Rosyjski oligarcha nie tylko naraża drużynę na niepowodzenie, ale też – a raczej przede wszystkim – rezygnuje z usług świetnego szkoleniowca. Tego, który zapewnił The Blues udział w Lidze Mistrzów po roku banicji. Tego, który przeszedł suchą stopą przez całe rozgrywki Ligi Europy i zgarnął trofeum. Tego, który zaprowadził Chelsea na najniższy stopień podium ligi angielskiej. Wreszcie tego, który mimo wszelkich przeciwności zanotował aż 39 zwycięstw w debiutanckim sezonie u steru londyńskiego giganta (więcej zaliczył jedynie Jose Mourinho). Nie jest to roztropna decyzja.

Maurizio Sarri osiągnął sukces na miarę dostępnych środków. Od menedżera zatrudnionego w celu realizacji długofalowej wizji trudno wymagać więcej po zaledwie jedenastu miesiącach pracy. To tak, jakby Juliusza Cezara rozliczać z podboju świata kilka chwil po objęciu przezeń urzędu konsula. Nie wypada. Jeśli pochodzący z Neapolu menedżer obwieści, że po przybyciu, zobaczeniu i zwyciężeniu odchodzi, na Stamford Bridge będą mieli czego żałować.

Serdecznie zapraszam na mój fanpage, na którym publikuję moje opinie, spostrzeżenia oraz przemyślenia związane z piłkarskim światem.

Jeśli spodobała Ci się wrzutka, zaobserwuj #zycienaokraglo
Dzięki!

#sport #mecz #pilkanozna #ligaeuropy #premierleague #seriea #juventus #juve #chelsea #zycienaokraglo